Światła

O nie denerwowaniu się już było, ale nic (mnie) tak nie wkurza jak światła na skrzyżowaniach. Nie chodzi o same urządzenia ale brak jakiejkolwiek umiejętności z tychże korzystania…

Czy zastanawialiście się kiedyś po kiego grzyba jeden sygnalizator jest powieszony wysoko nad ulicą? (nie zawsze, ale chyba w większości przypadków)

otóż wyobraźcie sobie że chodzi o to aby był widoczny z daleka. Czasami bardzo daleka

Poniżej przykład:

klinknij

Odległość do najbliższych świateł wynosi w tym przypadku ok 300 m (może zdjęcie do końca tego nie oddaje, ale wierzcie mi, te światła naprawdę z tej odległości widać)
Dodatkowo mamy lekki zakręcik co sprawia że stojące przed nami samochody widoku onego zawieszonego sygnalizatora nam nie zasłaniają

Wracając do sygnalizatora: otóż dzięki temu że wisi on tak wysoko jest on widoczny dla wielu samochodów które się przed nim zatrzymały. Jeżeli stałoby tam 30 osobówek daję sobie pindola uciąć że byłby widoczny z każdej z nich.

Załóżmy że zielone świeci się przez 20 s.
Na potrzeby eksperymentu załóżmy też że wszyscy są w miarę skupieni czyli nikt się nie maluje do wstecznego lusterka i nikt nie pisze smsa.

Zapala się światło zielone, rusza pierwszy samochód, Kierowca drugiego ruszył rekordowe 0,5 s po pierwszym, trzeci się zagapił i  ruszenie zajęło mu 2 sekundy po drugim, czwarty był czujny i ruszył już sekundę po trzecim, podobnie jak piąty po czwartym.

A teraz matematyka, 5 samochodów i już prawie 5 sekund obsuwy. 25% czasu zielonego.
A teraz dodajmy do tego kobitę piszącą sms do psiapsióły i typa podziwiającego swoje wąsy w lusterku na osłonie przeciwsłonecznej i zrobi się nam 8-10 sekund straconych na samej reakcji kierujących. Na koniec okazuje się że w 20 sekund przez skrzyżowanie przejechało 6 samochodów.

A gdyby tak skorzystać z dobrodziejstwa zawieszonego wysoko nad jezdnią i ruszyć na zielonym? Każdy? Wolniej lub szybciej (w zależności jak daleko do samochodu przed nami) ale jednak ruszyć?
Gwarantuję że przejedzie min. 10 samochodów.

To są podstawy których nie uczy się w szkole jazdy. Bo instruktor obawia się stłuczki i nawet o temacie nie wspomina. Ja pamiętam mojego ś.p. instruktora który „sprzedał” mi sporo przydatnych patentów z zastrzeżeniem „jak nabierzesz trochę wprawy to spróbuj tego a tego” – i za to mu dzięki bo pojeździłem, poćwiczyłem i stosuję do dziś.

Cały problem byłby bardzo łatwy do rozwiązania, ale niestety, zgodnie z Dz.U.2017.0.128 t.j. – Ustawa z dnia 20 czerwca 1997 r. – Prawo o ruchu drogowym

1. Kierujący pojazdem może używać sygnału dźwiękowego lub świetlnego, w razie gdy zachodzi konieczność ostrzeżenia o niebezpieczeństwie.
2. Zabrania się:
1) nadużywania sygnału dźwiękowego lub świetlnego;
2) używania sygnału dźwiękowego na obszarze zabudowanym, chyba że jest to konieczne w związku z bezpośrednim niebezpieczeństwem;
3) ostrzegania światłami drogowymi w warunkach, w których może to spowodować oślepienie innych kierujących.

A trąbiłbym jak dziki…

 

Szerokości i przyczepności

 

 

Let’s get this show on the road

„On the road” jest tu kluczowe jako że owa droga to to co każdego dnia oglądam ze swojego biura, którym to biurem zwiedzam wschodnią połowę naszego kraju.

Biuro jest przestronne, ma 130 KM i bardzo mi w nim wygodnie 😉

Wiele rzeczy które tu przeczytasz słyszałeś/słyszałaś pierdyliard razy. ale jeśli choć jedna osoba postara się wprowadzić w życie rady Wujka Fasola będzie to mój osobisty sukces.

Zaczynam 🙂

SPOKOJNIE

Zanim zacząłem pracę na stanowisku etatowego użytkownika naszych dróg, czyli robiłem 10x mniej kilometrów niż obecnie, byłem strasznym furiatem. Kiedy ktoś mi zajechał drogę, wymusił pierwszeństwo, czy chociażby mrugnął/zatrąbił abym mu zwolnił lewy pas na autostradzie (pomimo że właśnie zbliżałem się do samochodu jadącego wolniej na pasie prawym z zamiarem jego wyprzedzenia, i było już za mało miejsca aby pana-co-mu-się-spieszy-bardziej puścić bez hamowania na pasie prawym) dostawałem klasycznej kurwicy. Szlag mnie trafiał, rzucałem najbardziej wymyślnymi wyzwiskami i zaciskałem łapska na kierownicy aż kłykcie bielały. To nic że powód mojego stanu nie miał prawa mnie usłyszeć. JA czułem się lepiej. A jak sobie wyobraziłem że mu zaraz strzela opona albo kończy się paliwo i nie ma jak dalej jechać to mi się cieplej na serduchu robiło :)))

W momencie zwiększenia przebiegów kiedy takich akcji miast kilku w miesiącu miałem nieraz kilka na godzinę nagle się uspokoiłem. Gdybym tego nie zrobił umarłbym na wrzoda po dwóch tygodniach pracy. Doszedłem do wniosku iż trzeba to wszystko olać bo nie warto. Baran który wymusił na mnie pierwszeństwo i tak nie zrozumie co zrobił, ile bym się nie natrąbił 🙂 Obecnie gdy ktoś dopuści się przykładowo pogwałcenia art. 25 ust. 1 p.r.d. (czytaj: oleje to że ja mam pierwszeństwo) to albo nie zrobię absolutnie nic albo przyświecę mu w oko. Zatrąbię tylko jeśli będzie bardzo gorąco pomiędzy klockami a tarczami. I na tym koniec. Jeżeli to mu nie da do myślenia to nic tego nie zrobi.

Mam takich sytuacji naprawdę sporo i uwierz, nie warto się nakręcać.

Spokojnie do celu.